Co wydarzyło się 1700 lat temu w Nicei - wywiad z prof. dr hab. Henrykiem Pietrasem SJ

2025-11-11

26 min

MC

28 listopada 2025 roku papież Leon przybywa do Izniku – niewielkiego tureckiego miasteczka, które przed wiekami nosiło nazwę Nicea. Dlaczego właśnie tam? Co sprawia, że oczy całego chrześcijańskiego świata zwracają się tego dnia na miejsce, o którym wielu z nas wie niewiele? Dokładnie 1700 lat temu z inicjatywy cesarza Konstantyna Wielkiego wydarzyło się tu coś, co na zawsze zmieniło historię Kościoła i Europy. Czym była tajemnicza pierwsza Nicea? Jakie sekrety kryje to starożytne miasto? Co wiemy dziś o tamtych wydarzeniach? O tym wszystkim opowiada nam wybitny znawca tematu!

Rozmawiam z prof. dr hab. Henrykiem Pietrasem SJ (ur. 1954) – patrologiem i bizantynologiem, wykładowcą Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Ojciec Profesor specjalizuje się w badaniach nad początkami kultury chrześcijańskiej (I–V wiek) oraz w edycji – zarówno w językach oryginalnych, jak i w polskim tłumaczeniu – dokumentów synodalnych i ksiąg teologicznych starożytnego Kościoła. Profesor Pietras jest między innym autorem znakomitej publikacji Sobór Nicejski 325 (wydanie pierwsze polskie w 2013 roku; angielskie w 2016, włoskie w 2021; wydanie drugie polskie, poprawione i uzupełnione w 2025).

 

W 2025 roku przypada 1700. rocznica I Soboru w Nicei, jedno z najważniejszych wydarzeń w historii teologii chrześcijańskiej i kształtowania doktryny Kościoła. Powszechnie uważa się, że to wydarzenie zostało zwołane w 325 roku przez cesarza Konstantyna Wielkiego i stanowiło przełomowy moment w rozwoju dogmatów trynitarnych, zwłaszcza w odniesieniu do wyjaśnienia relacji między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Ponadto popularne pozostają stwierdzenia, że sobór w Nicei nie tylko potępił herezję ariańską, ale także ustanowił podstawowe ramy doktrynalne, które do dziś stanowią fundament katolickiej i prawosławnej teologii. W kontekście obchodów tej rocznicy warto przeanalizować zarówno historyczne znaczenie wydarzenia, jak i jego dziedzictwo teologiczne, które nadal kształtuje dialog między różnymi nurtami chrześcijaństwa.

Niniejszy wywiad poświęcony jest zagadnieniom źródłoznawczym dotyczącym Soboru Nicejskiego I (325 r.), jednego z najważniejszych wydarzeń w historii chrześcijaństwa. Profesor Henryk Pietras SJ odpowiada na kluczowe pytania dotyczące dostępnych źródeł historycznych: które z nich uznawane są za najbardziej wiarygodne, co rzeczywiście wiemy o przebiegu soboru, a które kwestie pozostają w sferze spekulacji. Rozmowa ukazuje złożoność pracy historyka starożytności – śledzenie losów średniowiecznych odpisów, krytyczną analizę ich autentyczności oraz wskazuje ograniczenia, jakie nakłada na przemieszanie nielicznych oryginalnych dokumentów z falsyfikatami.

Poruszony zostaje również temat ikonografii soboru, a także wpływ późniejszych relacji i legend na kształtowanie obrazu wydarzenia. W rozmowie pojawiają się wątki dotyczące ról politycznych i religijnych cesarza Konstantyna, problemów doktrynalnych (arianizm, termin „homoousios”), a także znaczenia soboru dla późniejszej tradycji chrześcijańskiej. Wywiad stanowi syntetyczne ujęcie aktualnego stanu badań oraz inspirujący przewodnik po meandrach historycznej rekonstrukcji tego kluczowego soboru.

 

 

Profesorze, które źródła historyczne dotyczące Soboru Nicejskiego I uchodzą obecnie za najbardziej wiarygodne i powszechnie uznawane przez badaczy? W jakim stopniu możemy na nich polegać, chcąc uzyskać rzetelne odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące przebiegu i decyzji Soboru? Proszę wskazać, jakie fakty dotyczące Soboru możemy uznać za pewne i dobrze udokumentowane, a które kwestie wciąż pozostają przedmiotem sporów lub domysłów badawczych.

 

Źródłem historycznym na temat Soboru Nicejskiego są przede wszystkim przekazy bezpośrednio współczesne samemu soborowi, a nie powstałe sto lat później. Należą do nich „Życie Konstantyna” napisane przez Euzebiusza z Cezarei, a także list Euzebiusza skierowany do jego kościoła w Cezarei, wysłany krótko po obradach soboru nicejskiego. Istotny jest także list cesarza Konstantyna, który – jak się wydaje – został rozdany wszystkim biskupom na zakończenie soboru, aby mogli go zabrać do domu i pokazać innym. W liście tym cesarz wyrażał swoje zadowolenie z faktu, że sobór się odbył.

Oprócz tego, w różnych źródłach zachowało się nicejskie wyznanie wiary (symbol) oraz zestaw 20 kanonów, które zostały na tym soborze przegłosowane, przyjęte i promulgowane.

Następnie, już 25 lat później, pojawia się dzieło Atanazego Wielkiego pod tytułem „O dekretach Soboru Nicejskiego”, w którym przedstawia on swoją interpretację wyznania wiary. Nie jest to jednak koniecznie zgodne z pierwotnym zamiarem uczestników soboru, lecz stanowi interpretację Atanazego po 25 latach.

 

To są podstawowe źródła, jakie mamy na temat tego soboru. Później zaczynają się pojawiać kolejne relacje dotyczące soboru, ale są one już bardzo wyczerpujące, często z elementami legendarnymi. Znajdujemy je w „Historiach kościoła” napisanych w V wieku przez Sokratesa Scholastyka, Sozomena i Teodoreta.

 

Mam jeszcze pytanie natury źródłoznawczej, które zawsze mnie ciekawiło. W jakiej formie zachowały się najstarsze źródła dotyczące Soboru Nicejskiego I? Czy dysponujemy wyłącznie późniejszymi odpisami, czy może gdzieś przetrwały oryginały tych dokumentów?

 

Nie, wszystkie te źródła zachowały się jedynie jako średniowieczne odpisy wcześniejszych odpisów oraz w cytatach w innych dziełach.

 

Odpisy z odpisów… Czy potrafimy prześledzić drogę tych odpisów? Gdzie znajduje się najstarszy zachowany odpis?

 

Tego nawet nie wiem. Te teksty są cytowane także przez historyków. Natomiast z czasów starożytnych nie zachował się ani jeden dokument w oryginale poza kamiennymi epigramami– to po prostu niemożliwe. Oryginały były wtedy sporządzane jeszcze na papirusach, a te dawno zostały zniszczone przez żywioły, a nawet przez myszy, więc żadne oryginały nie istnieją. Najstarsze rękopisy, jakie posiadamy, pochodzą z końca pierwszego tysiąclecia. Czasem zdarza się coś z VII wieku, ale to rzadkość. Generalnie, większość rękopisów pochodzi z okolic roku 1000. Możemy więc przyjąć, że te najstarsze odpisy odpisów liczą sobie około tysiąca lat. Oczywiście, zależy to jeszcze od konkretnego tekstu, bo są one cytowane przez różnych autorów, ale żadnych oryginalnych tekstów nie ma – to jest pewne.

 

Rozumiem. Czyli nie wiadomo, gdzie dokładnie należy szukać tych najstarszych odpisów odpisów.

 

To znaczy, wiadomo, gdzie się znajdują. Przy każdym wydaniu tych dzieł we wstępie znajduje się informacja, jakie to są rękopisy i gdzie są przechowywane. Jest to dokładnie opisane, z podaniem konkretnych bibliotek lub archiwów.

 

Podsumowując, w rzeczywistości dysponujemy bardzo ograniczoną liczbą źródeł dotyczących Soboru Nicejskiego I – można wręcz powiedzieć, że jest ich niezwykle niewiele?

 

Tak naprawdę mamy to, co zostało tam ustalone – wyznanie wiary i kanony. To właśnie te dokumenty wszyscy biskupi zabrali ze sobą do domu i przechowywali w swoich archiwach. Później niektórzy z nich sporządzali odpisy, które następnie były dalej przekazywane właśnie w formie kolejnych odpisów.

 

Czy istnieje realna szansa na odnalezienie jeszcze nieznanych dotąd dokumentów dotyczących Soboru Nicejskiego I, na przykład w Archiwach Watykańskich lub innych dużych kolekcjach rękopisów?

 

Nie, nie istnieje taka możliwość. Sobór Nicejski odbył się w 325 roku, a Watykan jako instytucja oraz jego archiwa nie istniały wówczas.

 

Nie chodzi oczywiście o oryginały, bo – jak już ustaliliśmy – nie ma żadnych podstaw, by oczekiwać, że gdziekolwiek się zachowały. Pytanie dotyczy raczej ewentualnych odpisów – kopii tych dokumentów. Czy współczesne badania archiwalne przynoszą jeszcze istotne odkrycia w tej dziedzinie, czy raczej należy uznać, że większość zachowanych źródeł została już zidentyfikowana?

 

Wszystkie znane odpisy już zostały zidentyfikowane. Nawet gdyby w jakiejś bibliotece odnaleziono kolejny egzemplarz na przykład któregoś z tych listów, nie zmieniłoby to niczego – byłby to po prostu kolejny egzemplarz już znanego dokumentu. Nie ma praktycznie żadnych szans, by odkryto jakiś nieznany dokument dotyczący Soboru Nicejskiego, który od V wieku był uznawany za sobór powszechny i najważniejszy dla Kościoła. To jest skrajnie nieprawdopodobne. Gdyby nawet gdzieś zachował się jakiś tekst o marginalnym znaczeniu, na przykład jako okładka do innej książki (bo zdarza się, że w ten sposób odkrywa się dawne pergaminy), to jednak w tym przypadku uważam to za wykluczone. Zresztą nie wyobrażam sobie nawet, co by to mogło być, źródła mówią bowiem tylko o wyznaniu wiary i o 20 kanonach. Nie ma więc czego szukać.

 

W kontekście analizy źródeł historycznych dotyczących Soboru Nicejskiego I skupiamy się na źródłach pisanych. Jednak nasuwa mi się na myśl pytanie o rolę ikon przedstawiających to wydarzenie – czy takie przedstawienia mogą być traktowane jako wiarygodne źródło informacji na temat lokalizacji i przebiegu Soboru? Czy istnieje uzasadnienie, by ikonografię dotyczącą Soboru Nicejskiego uznawać za historyczne świadectwo wydarzeń z 325 roku, czy też należy ją postrzegać wyłącznie jako materiał artystyczny i religijny?

 

Nie, nie ma takiego uzasadnienia. Wszystkie ikony związane z Soborem Nicejskim, których jest bardzo dużo szczególnie na Wschodzie, mają charakter legendarny i powstały znacznie później. O ile mi wiadomo, najstarsze z nich pochodzą co najwyżej z końca pierwszego tysiąclecia, ale żadne z nich nie stanowią źródła historycznego. Ikony te przedstawiają raczej wyobrażenia powstałe po kilku wiekach od wydarzeń i są podporządkowane określonym ideom – na przykład w centrum przedstawiają cesarza, otoczonego przez biskupów.

W średniowieczu powszechnie przyjmowano, że podczas soboru obecne były określone osoby, które rzekomo zostały potępione, i dlatego na niektórych ikonach widać ich leżących u stóp cesarza. Nie ma to jednak żadnego potwierdzenia w źródłach historycznych. Nawet w polichromii w baptysterium laterańskim, która powstała w średniowieczu, przedstawiono scenę znaną z historii kościelnej Sokratesa Scholastyka – mianowicie, że biskupi zwracali się do cesarza z tak licznymi petycjami, iż kazał je wszystkie zebrać i spalić, nie chcąc się nimi zajmować.

Ikonografia nie może nam pomóc w odtworzeniu rzeczywistego przebiegu Soboru Nicejskiego. Jest ona bowiem przede wszystkim środkiem przekazu odzwierciedlającym wyobrażenia i intencje twórców, a nie rzeczywistość historyczną. Ikony ukazują to, co myślał artysta, nie zaś to, jak było naprawdę.

 

W drugim, najnowszym wydaniu Pańskiej pracy dotyczącej Soboru Nicejskiego pojawia się hipoteza o możliwości fałszerstwa niektórych dokumentów posoborowych, która nie została zawarta w publikacji z 2013 roku. Proszę o przybliżenie tej kwestii.  

 

Od ponad 20 lat studiuję Sobór Nicejski. Pierwszy artykuł na ten temat ukazał się w 2000 roku. Książka nie powstała jako pierwsza – zacząłem pracę nad tym tematem jeszcze przed rokiem 2000, najpierw pojawił się pierwszy artykuł, potem seria kolejnych, których było wiele. W 2008 napisałem artykuł o wspomnianych falsyfikatach.  W końcu zdecydowałem się napisać książkę (i jest w tym wydaniu mowa o falsyfikatach), która ukazała się po polsku w 2013 roku, a później została wydana także w innych językach. W tym roku wyszło nowe wydanie po polsku.

Jeżeli chodzi o fałszerstwa, to dotyczą one także listów posoborowych. W zachowanych historiach kościelnych z V wieku znajdują się listy: list soboru do Kościoła w Aleksandrii, list cesarza do Kościoła Egiptu i Libii oraz list cesarza do wszystkich kościołów. Ten ostatni list zachował się również w „Żywocie Konstantyna” napisanym przez Euzebiusza, najwyżej dwa lata po śmierci cesarza, czyli w 337 lub 338 roku. Nie ma żadnych podstaw, by kwestionować jego autentyczność, bo powstał bardzo blisko życia Konstantyna. Gdyby był nieautentyczny, już w starożytności zostałby zakwestionowany, tymczasem wszyscy starożytni historycy go uznają i komentują.

Natomiast listy – list cesarza do Aleksandrii, Egiptu i Libii, a także list soboru do Egiptu – uważam za nieautentyczne. Zawierają one wiele anachronizmów, informacji, których w 325 roku nikt nie mógł posiadać. Na przykład wszystkie znane świadectwa z tego czasu mówią o 240–250 uczestnikach soboru, natomiast jeden z tych listów, które uważam za falsyfikaty, podaje już liczbę 300 uczestników, co pojawiło się dopiero w latach 60., a potem zaokrąglano ją do liczby 318. Ponadto żaden kanon soborowy ani żadne ówczesne świadectwo – czy to z listu Euzebiusza, czy z dzieł Atanazego – nie wspominają o Ariuszu. Natomiast w tych listach pojawia się informacja, że Ariusz został potępiony i wygnany, co pojawiło się dopiero w latach 60., a nie wcześniej.

Krótko mówiąc, te listy nie mogły powstać wcześniej. W mojej książce, w rozdziale o fałszerstwach, (również pokrótce w pierwszym wydaniu) szczegółowo analizuję te hipotezy i przedstawiam wszystkie argumenty, wskazując anachronizmy, które byłyby nie do pomyślenia w 325 roku, a są typowe dla lat 70. Wtedy, już po śmierci Atanazego, który nigdy tych listów nie widział ani nie cytował, jego następca miał wiele trudności i wrócił do Aleksandrii dopiero około 378 roku. Wydaje się, że właśnie wtedy pojawiły się te listy, choć to bardzo szczegółowa kwestia, którą analizuję w książce.

Porównując te dokumenty, widać, że nie wnoszą nic nowego na temat Soboru Nicejskiego, więc nie ma sensu się nimi zajmować.

 

Podczas naszego pierwszego spotkania w Rzymie, zimą 2025 roku, wspominał Pan o tsunami, którego epicentrum znajdowało się w pobliżu Krety. Wspomniał Pan również, że fala tsunami uderzyła najsilniej w południowe wybrzeża Morza Śródziemnego, w tym szczególnie w Aleksandrię. Proszę przypomnieć, dlaczego ta katastrofa naturalna zainteresowała Pana w kontekście pracy nad nowym wydaniem książki „Sobór Nicejski (325) Kontekst religijny i polityczny, dokumenty, komentarze”?

 

Wydarzenie to miało miejsce czterdzieści lat po Soborze Nicejskim, więc nie ma z nim bezpośredniego związku, ale pozostaje bardzo interesujące –  wzmianka o tsunami jest szczególnie istotna jako jeden z argumentów potwierdzających anachronizm pewnych fałszywych listów i dokumentów. W tych tekstach pojawiają się odniesienia do sytuacji geograficznej po tsunami, choć rzekomo miały być one napisane jeszcze przed tym wydarzeniem. Właśnie na to chciałem zwrócić uwagę.

Historyk Marcelin pisał, że w Aleksandrii statki zostały wyrzucone przez falę tsunami nawet dwa kilometry w głąb lądu, a najbardziej ucierpiała Libia – tam uderzenie było najpotężniejsze, całe miasta zostały zniszczone, a krajobraz uległ znaczącym zmianom. W wyniku tego pojawiły się nowe nazwy geograficzne, które występują w owych listach, choć nie mogły istnieć w czasach Soboru Nicejskiego, ponieważ powstały dopiero po katastrofie.

W samych listach nie ma wzmianek o tsunami, jednak używane są w nich nazwy miejscowości oraz określenia organizacyjne, funkcjonujące dopiero po tym wydarzeniu. Przyznam, że kiedy pracowałem nad pierwszym wydaniem mojej książki, nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy – tę kwestię odkryłem dopiero w ostatnich latach.

 

O, to bardzo ciekawe! Przeanalizujmy teraz kontekst społeczno-religijny Soboru. Jak wyglądała organizacja Kościoła na początku IV wieku?  Jakie były główne wyzwania? A kwestia prześladowań religijnych oraz rozwój doktryn i prawd wiary? W jakim stopniu uporządkowanie doktrynalne i organizacyjne miało znaczenie dla Konstantyna jako władcy Cesarstwa Rzymskiego?

 

Ten kontekst jest niezmiernie ważny. Sobór został zwołany przez cesarza, kiedy po zwycięstwie nad wszystkimi przeciwnikami osiągnął jedynowładztwo. Stał się jedynym władcą cesarstwa, co nastąpiło dopiero 18 września 324 roku, po ostatecznej bitwie z Licyniuszem. Od tego momentu Konstantyn rządził samodzielnie i chciał uczcić to ważne wydarzenie. W zachowanym syryjskim odpisie zaproszenia cesarza na sobór – pierwotnie zwołany do Ancyry, a następnie przeniesiony do Nicei – czytamy, że Konstantyn zaprasza na sobór, który miał się rozpocząć 19 czerwca 325 roku, z okazji 20-lecia swojego panowania (został obwołany imperatorem przez wojsko 25 lipca 306 roku).

Obchodzenie okrągłych rocznic panowania było zwyczajem cesarzy, toteż Konstantyn, po zjednoczeniu cesarstwa politycznie, chciał również wykorzystać Kościół i chrześcijaństwo, by przez jedność Kościoła wzmocnić jedność państwa. Przeszkadzały w tym istniejące wówczas schizmy – zwłaszcza dwie poważne, które pojawiły się na początku IV wieku, podczas prześladowań za Dioklecjana: donatyzm w Afryce i milicjanizm w Egipcie. Oba ruchy skupiały chrześcijan, którzy uważali się za jedynie czystych w Kościele i nie chcieli mieć nic wspólnego z tymi, którzy po pokucie wracali do wspólnoty, zwłaszcza z apostatami i rozwodnikami zawierającymi drugi związek. Uważali, że biskupi i duchowni dopuszczający takich wiernych do komunii nie są godni sprawowania urzędu, co doprowadziło do znacznych rozłamów w Kościele, najpierw afrykańskim, a potem także egipskim.

Te dwie schizmy były dla cesarza bardzo istotne. Już wcześniej, jeszcze jako władca zachodniej części cesarstwa, starał się rozwiązać problem donatyzmu w Afryce. Tam spór dotyczył wyboru biskupa kartagińskiego: grupa „czystych” wybrała Donata, kwestionując wybór Cecyliana, ponieważ dokonały go osoby, które przyjmowały pokutników do Kościoła. Ten ruch miał również podłoże narodowo-wyzwoleńcze: Kościół rzymski był postrzegany przez ludność jako kościół „okupanta”, natomiast donatyzm jako rodzima wspólnota. W IV wieku podziały te były bardzo wyraźne.

O tych schizmach wiemy m.in. z „Żywota Konstantyna”, napisanego przez Euzebiusza wkrótce po śmierci cesarza. Tam wyraźnie podkreślono, że rozbicie jedności Kościoła było wielkim nieszczęściem, które Konstantyn pragnął przezwyciężyć. Znajduje to także odzwierciedlenie w kanonach soboru nicejskiego: po raz pierwszy w dziejach nie ma tam ani jednego potępienia czy wykluczenia kogokolwiek. Jeden kanon poświęcono schizmatykom – mówi on nie o ich odłączaniu od Kościoła, lecz o warunkach ich ponownego przyjmowania do wspólnoty. Kanon 19 dotyczący heretyków, zwłaszcza zwolenników Pawła z Samosaty, także reguluje kwestie ponownego przyjmowania do Kościoła, a nie wykluczenia.

Cesarzowi zależało przede wszystkim na zjednoczeniu Kościoła, bo to miało służyć jedności cesarstwa. Spośród licznych schizm szczególną uwagę zwracały właśnie te dwie, inne miały dla niego mniejsze znaczenie.

 

Czy cesarzowi zależało więc na ujednoliceniu doktryny chrześcijańskiej?

 

Nie, nie sądzę. Konstantynowi nie zależało na doktrynalnej jedności. Jego celem było przede wszystkim ujednolicenie Kościoła jako instytucji, tak aby istniał jeden Kościół, niezależnie od różnic w poglądach. Dla niego ważniejsza była jedność Kościoła niż rozstrzyganie sporów doktrynalnych. Uważał, że Kościół może być zjednoczony pomimo wewnętrznych różnic, gdyż takie podejście było typowo rzymskie.

Jako Rzymianin nie myślał w kategoriach ortodoksji – w religii rzymskiej nie istniał taki koncept. Chodziło jedynie o to, by wszystkie religie współdziałały w interesie państwa, aby wszyscy modlili się do swoich bogów o pomyślność cesarstwa. Konstantyn wyobrażał sobie, że jeśli Kościół będzie zjednoczony, bez frakcji wzajemnie się zwalczających i wykluczających z komunii, wówczas modlitwy o jedność i pomyślność cesarstwa będą skuteczniejsze. To właśnie chciał osiągnąć.

 

Chrześcijaństwo na początku IV wieku wciąż było religią stosunkowo młodą i – jak Pan wspomniał – w pewnym sensie dopiero się kształtowało. Brakowało środków szybkiej komunikacji, takich jak chociażby dzisiejsze maile czy telefony, które umożliwiałyby natychmiastowe rozprzestrzenianie się nowej wiary, co sprawiało, że jej rozwój wymagał zarówno czasu, jak i pokonania barier przestrzennych. W związku z tym chciałabym zapytać: jak liczne i jak silne były gminy chrześcijańskie w tym okresie? Co sprawiło, że chrześcijaństwo rozwijało się w tak imponującym tempie? Co było powodem, dla którego cesarz Konstantyn w ogóle zainteresował się tą religią? Czy rzeczywiście gminy chrześcijańskie były na tyle silne i ekspansywne, by uzasadnić zaangażowanie cesarza – zarówno jeśli chodzi o jego uwagę, jak i późniejsze wsparcie finansowe dla chrześcijaństwa?

 

Moim zdaniem sytuacja wyglądała w ten sposób, że chrześcijaństwo nie miało wówczas realnej konkurencji, jeśli chodzi o organizację wspólnotową. Religie rzymskie funkcjonowały na zasadzie pełnej autonomii – każda świątynia prowadziła własny kult, niezależnie od innych. Na przykład między świątynią Jowisza a świątynią Kybele, nawet jeśli dzieliła je tylko niewielka odległość, nie było żadnych powiązań czy współpracy. Każdy kult istniał oddzielnie, a jedynym elementem łączącym był udział w liturgii państwowej, czyli wspólne składanie ofiar za pomyślność cesarstwa.

Tymczasem chrześcijaństwo wyróżniało się silnym poczuciem jedności – niezależnie od tego, czy gmina chrześcijańska znajdowała się w Jerozolimie, Rzymie czy Antiochii, należała do tego samego Kościoła. Myślę, że właśnie ten potencjał jedności, mimo dużego rozproszenia i niewielkich rozmiarów poszczególnych wspólnot, mógł być dla Konstantyna atrakcyjny. Gdyby wszystkie te wspólnoty zaczęły współdziałać na rzecz jedności cesarstwa, mogłoby to przynieść realne efekty, podczas gdy inne kulty pogańskie nie posiadały takich struktur.

Chrześcijańskie wspólnoty od początku tworzyły pewną strukturę organizacyjną – na ich czele stali biskupi. Stosunkowo szybko w obrębie prowincji cesarstwa biskup miasta stołecznego zaczął być traktowany jako metropolita, przewodniczący biskupom całej prowincji, co stanowiło dodatkowy element integrujący. Co więcej, komunia pomiędzy kościołami chrześcijańskimi, zarówno w obrębie jednej prowincji, jak i pomiędzy prowincjami, była stale podtrzymywana. Przykładem tego był zwyczaj eucharystyczny – gdy wybierano nowego biskupa metropolitę, podczas swojej pierwszej Mszy Świętej konsekrował on chleby, które następnie wysyłano do wszystkich sąsiednich biskupów. Biskupi tych metropolii przyjmowali Komunię nie z własnych darów, lecz właśnie z tych, które otrzymali od nowo wybranego metropolity. To wszystko świadczy o unikatowej, silnej więzi i strukturze Kościoła chrześcijańskiego, której brakowało w religiach pogańskich.

Tak właśnie ukształtowała się ta sieć wspólnot chrześcijańskich, która istniała nawet pomimo tego, że – jak twierdzą niektórzy badacze, być może słusznie – chrześcijanie stanowili wówczas zaledwie około 3% społeczeństwa. Warto zauważyć, że na początku IV wieku Kościół nie obejmował jeszcze swoim zasięgiem terenów wiejskich – chrześcijaństwo było religią typowo miejską i tylko w miastach istniały kościoły. Obszary wiejskie były wówczas pomijane; dopiero pod koniec IV wieku pojawili się misjonarze, którzy zaczęli głosić Ewangelię również na wsi.

Na tym etapie chrześcijaństwo było więc religią miejską, jednak charakteryzowała je niezwykła duchowa jedność – ci sami wyznawcy, wyznający te same zasady, byli obecni w różnych miastach. Myślę, że właśnie ten element jedności mógł być dla cesarzy atrakcyjny i stanowić powód wsparcia dla chrześcijaństwa, gdyż Kościół stawał się w ten sposób czynnikiem integrującym społeczeństwo. Tak przynajmniej przedstawia się to z mojej perspektywy i na podstawie mojej wiedzy.

 

To bardzo interesująca koncepcja. Zastanawia mnie jednak wciąż stosunkowo niewielka liczebność chrześcijan na początku IV wieku, która – mimo swojej skromności – przekładała się na ich niezwykłą siłę oddziaływania oraz zdolność do wywierania wpływu na otoczenie.

 

Niestety, nie dysponujemy precyzyjnymi danymi statystycznymi na temat liczebności chrześcijan w tym okresie. Możemy jednak wnioskować na podstawie liczby biskupów obecnych na poszczególnych synodach – na niektórych spotkaniach brało udział 100, na innych 150, 200, a nawet 300 biskupów. To pokazuje, że chrześcijańskie wspólnoty rzeczywiście istniały, choć były stosunkowo nieliczne. Warto też pamiętać, że ówczesny biskup nie był zwierzchnikiem diecezji obejmującej setki tysięcy wiernych, jak ma to miejsce dzisiaj. W tamtym czasie kościoły były niewielkie – często liczyły zaledwie kilkadziesiąt, najwyżej kilkaset osób.

 

Interesującym wątkiem pozostaje jeszcze sama postać cesarza Konstantyna – poganina, który zwołał Sobór i w nim uczestniczył jako pierwszy władca w historii.  Konstantyn zgodnie z tradycyjną wiedzą przyjął chrzest dopiero tuż przed śmiercią w 337 roku. Czy rzeczywiście został ochrzczony? Na ile wiarygodne są informacje o chrzcie Konstantyna, które zasadniczo znamy tylko z jednego źródła, autorstwa Euzebiusza z Cezarei? Jak oceniać prawdopodobieństwo, że chrzest rzeczywiście miał miejsce, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż ceremonia pogrzebowa cesarza miała w dużej mierze charakter pogański, a ewentualne elementy chrześcijańskie były w niej nieliczne?

 

Przez Euzebiusza z Cezarei potwierdzone jest, że chrzest Konstantyna rzeczywiście się odbył, jednak miał on miejsce dopiero na kilka dni przed jego śmiercią w 337 roku. Istnieje kilka zapisów na ten temat. Chrzest został udzielony przez biskupa Euzebiusza z Nikomedii, który wówczas pełnił tam swoją funkcję. Sam pogrzeb Konstantyna przebiegał według tradycyjnego, ustalonego rytuału cesarskiego, co nie było niczym nadzwyczajnym. Obrzędy pogrzebowe cesarza były ściśle określone przez rozmaite obyczaje i zwyczaje, których nie można było naruszyć – godność cesarska na to nie pozwalała.

Jeśli pojawiły się jakiekolwiek elementy chrześcijańskie, to zapewne ograniczały się one do symbolicznych gestów, na przykład wykonania znaku krzyża nad trumną przez biskupa. Nie sądzę, aby było tam cokolwiek więcej. Zresztą niewiele mi wiadomo na temat szczegółów chrześcijańskich pogrzebów w starożytności.

Sam cesarz pragnął być pochowany w kościele Świętych Apostołów, który zbudował w Konstantynopolu. Sprowadził tam relikwie lub domniemane wszystkich dwunastu apostołów, dla których przygotowano dwanaście sarkofagów, a w centralnym miejscu umieszczono sarkofag przeznaczony dla niego samego. Stąd później nazywano go „trzynastym apostołem”. Niektórzy, być może słusznie, ironizowali, że uważał się za kogoś ważniejszego niż apostołowie, pragnąc być pochowanym w ich centrum, na wzór Chrystusa zajmującego centralne miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy.

Jakie były jego rzeczywiste intencje, trudno dziś rozstrzygnąć, ale faktem jest, że został pochowany właśnie tam – co nie budzi żadnych wątpliwości.

 

W jakich źródłach historycznych znajdują się informacje dotyczące życzenia Konstantyna, by zostać pochowanym w określony sposób i właśnie w kościele Świętych Apostołów? Czy możemy wskazać konkretne teksty, które potwierdzają jego wolę co do miejsca i charakteru pochówku?

 

Informacje na ten temat znajdują się w „Żywocie Konstantyna”. Jest to najstarsze i w zasadzie jedyne źródło, które opisuje życzenie Konstantyna dotyczące sposobu i miejsca jego pochówku. Późniejsze przekazy opierają się właśnie na tym dziele.

 

Wróćmy do tematu samego Soboru. Jakie jeszcze kwestie organizacyjne i teologiczne były przedmiotem dyskusji oraz jakie decyzje i ustalenia zostały na nim podjęte?

 

Oprócz problemu braku jedności Kościoła, poważnym zagadnieniem była kwestia wyznaczenia daty Wielkanocy. Chrześcijanie nie potrafili uzgodnić, kiedy powinni świętować to najważniejsze święto. Na Wschodzie, zwłaszcza w Syrii i Palestynie, a także jeszcze dalej na wschód, trzymano się żydowskiej tradycji i obchodzono Paschę razem z Żydami, niezależnie od tego, na jaki dzień tygodnia przypadała. Natomiast reszta Kościoła kierowała się tradycją wywodzącą się od św. Pawła Apostoła, zgodnie z którą Wielkanoc należało świętować w niedzielę, dzień po szabacie. Rozwinęła się bowiem teologia, wedle której zmartwychwstanie Chrystusa stanowiło przezwyciężenie porządku stworzenia – po siedmiu dniach, będących dniami stworzenia, następuje dzień ósmy, utożsamiany z pierwszym dniem tygodnia, kiedy to miało miejsce zmartwychwstanie.

Zachód, Konstantynopol, Azja jako prowincja oraz Egipt – wszyscy świętowali Wielkanoc w niedzielę. Natomiast judeochrześcijanie oraz inni pozostający pod ich wpływem na Wschodzie stanowili już wyraźną mniejszość. Niemniej jednak ten podział istniał w obrębie tego samego cesarstwa i był dla cesarza istotnym problemem, ponieważ zależało mu, by wspólne święto było widocznym znakiem jedności Kościoła, a poprzez to także jedności państwa. Kwestie doktrynalne interesowały cesarza znacznie mniej, głównie dlatego, że nie miał w nich kompetencji – nie był przecież chrześcijaninem, nie był ochrzczony. Był władcą imperium, dbającym o jego jedność, i temu podporządkowywał swoje działania.

 

A co z arianizmem? Zgodnie z powszechną i często powtarzaną opinią, problem ten uchodzi za jedno z najważniejszych zagadnień omawianych podczas Soboru Nicejskiego I. Czy rzeczywiście arianizm był w centrum obrad soborowych, czy może jego rola została wyolbrzymiona w późniejszej tradycji i interpretacji historycznej? Jakie miejsce faktycznie zajmował ten spór w przebiegu Soboru?

 

Moim zdaniem kwestia arianizmu w ogóle nie była brana pod uwagę przez cesarza przy zwoływaniu soboru, bo uważał ją za zbyt błahą. Tuż przed soborem, zaledwie dwa lata wcześniej, w Egipcie wybuchł spór pomiędzy biskupem Aleksandrii, Aleksandrem, a prezbiterem Ariuszem. Rzeczywiście, Ariusz w swoich rozważaniach doszedł do wniosku, że boski Logos wcielony, czyli Jezus Chrystus, nie może być prawdziwym Bogiem. Gdyby bowiem był prawdziwym Bogiem, jego posłuszeństwo Ojcu byłoby fikcją, pozorem. Jeśli natomiast posłuszeństwo było rzeczywiste, to oznaczałoby, że jego wola mogła być zmienna, a zatem Ariusz zakwestionował bóstwo Chrystusa.

Sprawa potoczyła się szybko: biskup poprosił Ariusza, by przedstawił swoje wyznanie wiary na piśmie. Ariusz to uczynił i pod wyznaniem podpisało się, oprócz niego, jeszcze dwunastu innych duchownych, w tym dwóch biskupów. Następnie, na synodzie w Aleksandrii – moim zdaniem było to około roku 323, choć niektórzy przesuwają to nawet do 320 – zostali oni usunięci z Kościoła, ekskomunikowani.

Na tym sprawa mogłaby się zakończyć, gdyby nie interwencja cesarza, który napisał do nich list, w którym zganił zarówno Aleksandra, jak i Ariusza. W mojej książce cytuję ten list – zarówno w pierwszym, jak i w drugim wydaniu – w którym cesarz zarzuca im, że kłócą się o rzeczy nieistotne, że są to sprawy błahe, nie mające żadnego znaczenia dla jedności Kościoła, i nakazuje im, by jak najszybciej się pogodzili, nie przynosząc wstydu. List ten dotarł do Aleksandrii późną jesienią 324 roku; przywiózł go Hozjusz z Kordoby, biskup będący doradcą Konstantyna, który został przez niego wysłany.

Niestety, biskup Aleksander pozostał nieugięty i nie miał najmniejszego zamiaru cofnąć ekskomuniki. W związku z tym Ariusz odwoływał się do swoich zaprzyjaźnionych biskupów, co wywołało niemałe zamieszanie, ponieważ zarówno on, jak i biskup Aleksander rozesłali liczne listy do innych biskupów, informując o zaistniałej sytuacji i przedstawiając własne stanowiska – Aleksander ostrzegał przed teoriami heretyckimi głoszonymi przez Ariusza.

 

Sobór już wtedy był zwołany dla uczczenia jubileuszu panowania cesarza i uroczystego ogłoszenia powszechnego pokoju w cesarstwie, niezależnie od sporo Ariusza i Aleksandra, ale dzięki wspomnianej korespondencji wielu biskupów w nim wiedziało. Temat ten z pewnością przewijał się w kuluarach soborowych i można przypuszczać, że przy formułowaniu wyznania wiary starano się ułożyć je w taki sposób, by nie pozostawiało miejsca na niejasności dotyczące uznania bądź nieuznania bóstwa Jezusa Chrystusa. Poglądy ariańskie musiały zatem być obecne w tle obrad, choć nie zostały wprost zapisane w dokumentach soborowych.

 

Czy jesteśmy dziś w stanie ustalić, który nurt teologiczny stoi za wpisanym w credo terminem homoousios?

 

Jedno jest pewne, że wedle jedynego źródła na ten temat, jakie posiadamy, to cesarz w swojej mądrości raczył zasugerować taki termin. Skąd on go wziął? Tego nikt nie wie. Na teologii się nie znał, więc też nie wiedział, że termin jest używany przez heretyków. On tego nie wiedział. No to zasugerował może dlatego, że termin ten miał również potoczne znaczenie na określenie, że tak powiem, pokrewieństwa zstępującego. To znaczy dzieci są współistotne rodzicom. I na tej zasadzie są tego samego gatunku, tej samej natury. A cesarz, żeby było jeszcze łatwiej, sam się uważał i zresztą słusznie, za syna bożego. Po prostu jego ojciec Konstancjusz Chlorus po śmierci już w 306 roku został uznany za boga przez senat rzymski i przez samego Konstantyna. Nawet wybito całą serię monet na cześć tegoż boga Konstancjusza, wybudowano świątynię, składano ofiary według wszystkich zasad rzymskiej religii. Więc Konstantyn tak mógł pomyśleć-  „co się tu kłóci, że Jezus jest prawdziwym synem Bożym? Ja jestem prawdziwym synem Bożym, bo jestem z mojego ojca, który jest Bogiem”. Nie wiem czy tak to wyglądało, ale tak mi wydaje się prawdopodobne, dlatego że po prostu nikt z obecnych ojców takiego terminu nie mógł zasugerować, bo nikt takiego nie używał.

 

Mam pytanie –  dygresję w kontekście naszej rozmowy. Z którego roku pochodzą wspomniane przez profesora monety? Czy zachowały się jakieś ich egzemplarze do naszych czasów?

 

Z tego, co pamiętam, ostatnia moneta tego typu pochodzi z roku 318. Zachowało się kilka egzemplarzy.

 

Jakie były rzeczywiste linie podziału wśród uczestników Soboru Nicejskiego i w jaki sposób spory pomiędzy nurtami konserwatywnymi a progresywnymi wpłynęły na kształtowanie się doktryny oraz ostateczne sformułowanie nicejskiego wyznania wiary?

 

Rzeczywiście, z relacji dotyczących Soboru Nicejskiego wynika, że istniały wyraźne podziały wśród uczestników. Na przykład Euzebiusz w liście napisanym miesiąc lub dwa po Soborze kilkakrotnie wspomina o obradach, używając określeń „my” i „oni”, sugerujących istnienie przeciwstawnych grup. Pojawia się zatem pytanie, kogo miał na myśli, używając tych sformułowań – kim byli „my”, a kim „oni”?

Podobne rozróżnienie pojawia się również w wypowiedziach innych uczestników Soboru: „oni zrobili to”, „my zrobiliśmy tamto”. Nie wydaje się jednak zasadne utożsamianie tych grup bezpośrednio z arianami i ich przeciwnikami, ponieważ na Soborze nie było przedstawicieli arianizmu w ścisłym sensie. Dwaj biskupi, którzy podpisali się pod listem Ariusza, zostali wcześniej potępieni w Aleksandrii. Obowiązujące wówczas prawo kościelne nie dopuszczało do udziału w synodach osób ekskomunikowanych – mogli oni zostać zrehabilitowani jedynie przez własny Kościół, w którym zostali potępieni.

Na Soborze Nicejskim nie mogło być obecnych przedstawicieli otoczenia Ariusza, ponieważ – zgodnie z obowiązującym wówczas prawem kościelnym – osoby ekskomunikowane, jak dwaj biskupi powiązani z Ariuszem, nie miały prawa uczestniczyć w synodzie, dopóki nie zostały zrehabilitowane w swoim Kościele. Pozostaje więc pytanie: kogo Euzebiusz i inni uczestnicy Soboru mieli na myśli, mówiąc o „nas” i „nich”?

Wydaje się, że trafna jest obserwacja, sformułowana przez badaczy w ostatnich latach, iż – jak w każdym dużym zgromadzeniu – także na Soborze obecni byli zarówno biskupi o bardziej konserwatywnym podejściu, jak i tacy, którzy reprezentowali postawy bardziej progresywne. Przy pracach nad nowym wyznaniem wiary pojawiły się więc dwie tendencje: konserwatyści opowiadali się za zachowaniem tradycyjnych, biblijnych sformułowań, które jednak były ogólne i wieloznaczne, natomiast druga grupa zdawała sobie sprawę, że potrzebne jest precyzyjniejsze określenie zasad wiary. Stąd pojawiła się potrzeba wprowadzenia pojęcia „homoousios” – „współistotny”, które, jak się przyjmuje, zostało zasugerowane przez cesarza. Termin ten został dokładnie wyjaśniony, aby uniknąć nieporozumień związanych z jego filozoficznym i niebiblijnym charakterem; podkreślano, że nie odnosi się on do cielesności, lecz wyraża jedność duchową godną Boga.

Mimo wprowadzenia tego pojęcia, przez kolejne 25 lat nie odnotowujemy świadectw, by ktoś powoływał się na nicejskie wyznanie wiary. Dopiero około roku 352, za sprawą Atanazego, rozpoczęto stopniowe wyjaśnianie i popularyzowanie  credo nicejskiego oraz takich terminów jak „homoousios” i „z istoty Ojca”. Opór wobec wprowadzenia nowych pojęć był jednak silny, głównie ze względu na przywiązanie do tradycyjnych, biblijnych formuł i niechęć do wprowadzania terminologii filozoficznej (np. „ousia”, „hypostaza”) do wyznania wiary.

W konsekwencji, przez długi czas dużą popularnością cieszyło się tzw. wyznanie wiary homejskie („homoios” – „podobny”), według którego Syn był „we wszystkim podobny do Ojca”. Rozwiązanie to wydawało się bezpieczniejsze i zyskało poparcie cesarza Konstancjusza II, który nawet doprowadził do zakazu używania niejednoznacznych terminów filozoficznych na synodzie w Konstantynopolu w 360 roku.

Zmiana nastąpiła dopiero za cesarza Teodozjusza, który w 380 roku, pragnąc zakończyć niekończące się debaty, zarządził, że jedynie credo nicejskie będzie obowiązywać na terenie całego cesarstwa. Wówczas większość biskupów podporządkowała się woli cesarza, zwłaszcza że od decyzji władzy zależały również kwestie finansowania Kościoła.

Do upowszechnienia i reinterpretacji pojęcia „homoousios” przyczynili się tzw. Ojcowie Kapadoccy: Bazyli Wielki, Grzegorz z Nyssy i Grzegorz z Nazjanzu. Począwszy od lat siedemdziesiątych IV wieku, to oni zaproponowali rozróżnienie na „jedną ousię” (istotę) i „trzy hypostazy” (osoby) w Trójcy Świętej, co z czasem zostało przyjęte i rozpowszechnione w całym Kościele. Ich bogata spuścizna pisarska przyczyniła się do ugruntowania tego rozumienia, choć proces ten trwał wiele dziesięcioleci.

Ostatecznie wyznanie wiary z Soboru Nicejskiego, z pojęciem „homoousios”, zostało zatwierdzone jako jedyne i obowiązujące dla całego Kościoła na Soborze Efeskim w 431 roku, a później potwierdzone na Soborze Chalcedońskim w 451 roku. W ten sposób tzw. ortodoksja nicejska stała się fundamentem chrześcijańskiej doktryny.

 

W którym momencie teologia nurtu ariańskiego definitywnie rozmija się z głównym nurtem chrześcijańskiej ortodoksji? Czy podczas synodu w Nicei teologia Ariusza traktowana była przez większość biskupów za heretycką?

 

Teologia nurtu ariańskiego rozmija się z wiarą Kościoła już w punkcie wyjścia – wyjaśnienia Ariusza odchodzą od nauczania Kościoła, ponieważ Kościół wierzy, że Jezus Chrystus jest Bogiem. Ariusz natomiast mówi: „nie jest”, bo nie rozumie, jak Bóg może być posłuszny. Inni odpowiadali: „my też nie rozumiemy, ale wiara Kościoła jest taka, że wierzymy, iż jest Synem Bożym”. To nie zależy od tego, czy ktoś to rozumie, czy nie.

Ariusz jednak uparł się, że musi być tak, jak on rozumie, i dlatego został wykluczony z Kościoła. W Kościele nikt do końca tego nie rozumiał, ale nikt nie obstawał przy swoim niezrozumieniu wbrew wierze Kościoła. Już w pierwszym liście Ariusza widać, że jego poglądy odstają od wiary Kościoła. Natomiast przekonanie, że istniała wtedy wielka opozycja teologiczna ariańska, jest konstruktem – to mistyfikacja Atanazego z Aleksandrii. Dopiero od ok. 352 roku, a według niektórych już od 340 roku, można mówić o arianizmie jako o terminie zbiorczym na określenie tych, którzy odrzucali bóstwo Chrystusa opisane tak, jak zaproponowało nicejskie wyznanie wiary. Ariusz już wtedy nie żył, a wszyscy jego bezpośredni zwolennicy również wymarli.

Ariusz był tylko punktem wyjścia – jego poglądy na temat bóstwa Chrystusa stały się podstawą do określania jako „arianin” każdego, kto nie zgadzał się z nicejskim homoousios. Nie miało znaczenia, czy ktoś słyszał o Ariuszu, czy znał jego nauczanie. Przykładem są Goci, którzy zostali nazwani arianami, ponieważ przyjęli własne wyznanie wiary – to konstantynopolitańskie z 360 roku, które wykluczało prawomocność używania terminu ousia. Zostali więc określeni jako arianie i przypisywano im brak wiary w bóstwo Syna Bożego, choć faktycznie wierzyli w Jego boskość, tylko nie chcieli używać takich określeń jak nicejczycy.

Arianizm stał się więc słowem-wytrychem, wprowadzonym w celu łatwiejszego dyskredytowania przeciwników. Atanazy bardzo mocno forsował to podejście: albo ktoś zgadza się z wyznaniem wiary nicejskim, albo jest arianinem. On nie używał słowa „arianie” lecz nazywał ich „maniakami Ariusza, po grecku ariomanitai. Ten termin przeszedł do historii i później, anachronicznie czytając te zapisy, zaczęto uważać, że arianizm zaczyna się od Ariusza. Tymczasem niekoniecznie od Ariusza zaczyna się rozpowszechniać negacja bóstwa Chrystusa – takie poglądy były obecne już wcześniej w różnych herezjach. Wszystkich zwolenników takich poglądów i przeciwników soboru nicejskiego zaczęto nazywać arianami dopiero w połowie IV wieku.

Kolejne próby porozumienia podejmowane przez cesarzy nie przynosiły większych rezultatów. Wreszcie cesarz Teodozjusz postanowił zakończyć te spory. Próbował jeszcze w 383 roku zwołać coś w rodzaju synodu wszystkich herezjarchów, by osiągnąć jedność Kościoła cesarskiego, ale nie przyniosło to efektów. Ostatecznie zwyciężyła ortodoksja nicejska, wspierana przez cesarzy, i cały Kościół przyjął wyznanie wiary z podkreśleniem bóstwa Jezusa Chrystusa.

 

I na zakończenie naszej rozmowy, być może najważniejsze pytanie- jakie znaczenie ma dzisiaj Sobór Nicejski dla współczesnego chrześcijaństwa oraz dla dialogu ekumenicznego? W jaki sposób decyzje i wyznanie wiary przyjęte na tym soborze wpływają na kształt dzisiejszych tradycji i tożsamości chrześcijańskich?

 

Sobór Nicejski stał się symbolem ortodoksji, przede wszystkim dlatego, że jego postanowienia były przez długi czas szeroko dyskutowane, aż w końcu uzyskały autorytet cesarski. Był to pierwszy sobór, który został zwołany przez cesarza i w którym cesarz uczestniczył osobiście od początku do końca. Wcześniej Konstantyn zwoływał synody, jednak nie brał w nich udziału osobiście. Tym razem zdecydował się na uroczyste rozpoczęcie soboru swoim przemówieniem, aktywne uczestnictwo w obradach oraz zakończenie soboru, co nadało wydarzeniu szczególnej rangi.

Autorytet cesarski został tym samym związany z Soborem Nicejskim, a jego postanowienia były promulgowane również przez kolejnych cesarzy. Następne wielkie sobory, uznane za filary ortodoksji – Sobór Efeski (431) oraz Sobór Chalcedoński (451) – także potwierdziły znaczenie Soboru Nicejskiego, któremu przyznano status wzorca ortodoksji. Stał się on symbolem prawowierności i jedności Kościoła. W Kościołach wschodnich, zwłaszcza prawosławnych tradycji bizantyjskiej, obchodzi się święto Soboru Nicejskiego. W niektórych Kościołach wschodnich, które oddzieliły się od cesarskiej tradycji – jak Kościół ormiański czy etiopski – święto Soboru Nicejskiego obchodzone jest nawet kilka razy w roku. Sobór ten stał się więc niekwestionowanym znakiem jedności i ortodoksji w tradycjach wschodnich.

Podkreśla się także rolę Soboru Nicejskiego w ustanowieniu jednej daty świętowania Wielkanocy. W roku jubileuszowym temat ten jest często podejmowany – pojawiają się głosy, że kontynuując zamierzenie cesarza Konstantyna i Soboru Nicejskiego, Kościół mógłby w końcu dojść do wspólnego terminu obchodzenia Wielkanocy. Byłoby to piękne osiągnięcie, choć – ze względu na głęboko zakorzenione różnice tradycyjne – osobiście uważam, że jest to niestety mało prawdopodobne.

Znaczenie Soboru Nicejskiego polega przede wszystkim na ogromnym wysiłku włożonym w ustalenie wiary w bóstwo Jezusa Chrystusa, jej promulgowaniu oraz przyjęciu przez wszystkie Kościoły chrześcijańskie – zarówno te pozostające w jedności z Rzymem, jak i te, które się od tej jedności oddzieliły. Wszystkie Kościoły posługują się wyznaniem wiary sięgającym korzeniami do tego ustalonego w Nicei i do niego się odwołują, co czyni Sobór Nicejski wyjątkowym znakiem jedności chrześcijaństwa. To właśnie uważam za jego najważniejsze znaczenie.

 

Serdecznie Panu dziękuję za podzielenie się tak ogromną wiedzą, za inspirującą i niezwykle interesującą rozmowę oraz za życzliwość i poświęcony czas.

Magdalena Czechowska